Dołącz do czytelników
Brak wyników

Czytam i rozumiem

13 października 2021

NR 4 (Listopad 2021)

Dlaczego ciekawi mnie to, co nieznane?

0 37

Założę się o taczkę batoników, że nigdy nie zgadniecie, gdzie jestem! Prawie sam nie mogę w to uwierzyć. Ale po kolei. Mam na imię Robert, chodzę do drugiej klasy i choć moi koledzy są teraz w szkole, to ja przeżywam wakacje mojego życia. A gdzie? W Boliwii! Wyobrażacie sobie? Boliwia to kraj na drugiej stronie kuli ziemskiej, w Ameryce Południowej, i leci się tam samolotem cały dzień.
Znalazłem się tu za sprawą cioci Mileny. Kiedyś mieszkała w Polsce, ale wyjechała na wakacje, zakochała się i... przeprowadziła do Boliwii.
– Przekonasz się – powiedziała mama, gdy pakowaliśmy walizki. – Tam jest ciekawie. Zupełnie inaczej niż u nas.
I rzeczywiście, już od pierwszych chwil było niezwykle ekscytująco. 
 

POLECAMY

Na lotnisku przywitała nas góra kolorowych balonów. Poczułem się jak bardzo wyjątkowy gość. Zza balonów wysunęła się uśmiechnięta twarz cioci Mileny i jej męża Carlosa, który zamiast mówić, śpiewał. Oczywiście żartuję, ale jego język brzmiał jak piosenka.
– ¡Hola! ¡Gracias! (czyt. ola! grasjas!) – zawołałem, bo tylko tyle zdążyłem nauczyć się po hiszpańsku. Carlos wyglądał na uradowanego i chyba na podstawie tych dwóch słów pomyślał, że go rozumiem.
Potem nastąpiła dalsza część atrakcji. Znacie zabawę „autozderzaki”? Takie samochodziki, w których siedzisz i możesz zderzać się z innymi? Otóż Boliwijczycy nie muszą chodzić do parku rozrywki. W Boliwii jazda samochodem na prawdziwych ulicach to czysta frajda. Kierowcy trąbią, wciskają się i zachowują tak, jakby działali w myśl zasady, kto pierwszy, ten lepszy.
Mnie się podobało, ale mama trochę zbladła.
– Nie bój się – ciocia uspokoiła ją. – Tu jest taki zwyczaj. Gdy nie ma świateł, pierwszeństwo ma ten, kto szybciej zatrąbi.
Carlos nacisnął z werwą klakson, rozległo się głośne tii-tii i przejechaliśmy skrzyżowanie.
 


Wkrótce dotarliśmy pod dom Mileny i Carlosa. Gdy przekroczyliśmy próg, zewsząd pojawili się ludzie w różnym wieku i witali nas tak wylewnie, jakbyśmy znali się od zawsze. Uważam, że to było niezwykle miłe. Rzecz jasna wypowiadali tysiąc słów na minutę. Zdołałem wyłapać tylko:
– ¡Hola, chiquito! ¿Cómo estás? (czyt. ola, czikito! komo estas?)
– ¡Buenos días, Roberto!
– Hola, gracias – powtarzałem od czasu do czasu, żeby nie wyjść na gbura.
Kiedy dorośli zajęli się swoimi sprawami, czmych...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy