Od zawsze kochałam lato. Nie tylko ze względu na wakacje, po prostu lubiłam biegać boso po trawie, opalać twarz na słońcu i kąpać się w jeziorze. Kochałam zapach świeżo skoszonej trawy, cykanie świerszczy i smak owoców prosto z drzewa. Nie wiem dlaczego, ale zwykle już w jego połowie zaczynałam odczuwać niepokój. Myślałam o tym, że ta piękna pora roku już niedługo się skończy. Nastanie jesień, pora roku, której wyjątkowo nie lubiłam. Zawsze wydawała mi się przygnębiająca, zimna i nudna. Ile jeszcze dni zostało? – zastanawiałam się.
– Łucja, potrzebuję twojej pomocy przy przygotowaniu obiadu. – Jakiś głos próbował przebić się do mojej świadomości.
– Zaraz! – rzuciłam, żeby zyskać trochę czasu. Gorączkowo próbowałam znaleźć jakiś wykręt od obowiązków domowych, które zwiastował głos mamy
– Idę z psem! – powiedziałam, a to zdanie okazało się wystarczające, żeby mama chwilowo mi odpuściła. Szybko założyłam Mańkowi szelki, przypięłam smycz i już miałam wybiec z domu, gdy w drzwiach pojawiła się...
– Dzień dobry, kochana! – Babcia przytuliła mnie w drzwiach..
– Babcia! Nie wiedziałam, że do nas przyjeżdżasz! – krzyknęłam z radością i rzuciłam jej się na szyję. Babcia przyjeżdżała do nas dość rzadko, bo każde wyjście z domu było dla niej wielkim wyzwaniem.
Dla mnie z kolei było jak święto, a teraz miało ono trwać całe dwa tygodnie, bo babcia miała zostać u nas na czas rekonwalescencji po operacji. Babcia, a właściwie prababcia, była już dość wiekowa, poruszała się o lasce i trzeba było do niej głośno mówić, bo słabo słyszała. Była za to człowiekiem opowieści, sypała nimi jak z rękawa, a ja nigdy nie byłam pewna,...
Książka czytana od serca
Wersja audio dostępna tylko dla prenumeratorów