„Już niedługo nastanie zima” – mówiła od jakiegoś czasu moja mama. Jako mały wilczek nie rozumiałem, co to znaczy, ale czułem że las zaczynał się zmieniać. Zwierzęta dziwnie się zachowywały. Wiewiórki zamiast zajadać orzeszki, w pośpiechu zakopywały je pod ziemią, a mój przyjaciel borsuk przestał wychodzić na zabawę ze swojej nory (zaspał, czy co?). Najwyraźniej czułem jednak, że las pachniał jakoś inaczej, jakby czekał na coś nowego.
Pewnego ranka, kiedy wyszedłem z nory, poczułem na łapkach coś zimnego i jakby klejącego. Zdziwiony otworzyłem ślepia szerzej i dopiero wtedy zauważyłem, że... wszystko wokół mnie jest białe. „Może to właśnie ta zima i jej biały płaszcz ciągnie się po ziemi?” – zastanawiałem się.
Z rozmyślań wyrwał mnie dziwny dźwięk. Najpierw słychać było burczenie i zgniatanie gałązek, a potem skrzypienie. Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem samochód, który jechał w moją stronę. To było trochę straszne, ale moja ciekawość wzięła górę nad strachem. Ostrożnie schowałem się pod kupką gałęzi i obserwowałem, co będzie się działo dalej. Z samochodu wyszło dwoje ludzi (wiedziałem o ich istnieniu, bo mama opowiadała mi czasem o nich bajki na dobranoc), jeden duży, a drugi o wiele mniejszy.
– Tato, tato! W tym roku musimy wybrać najpiękniejszą choinkę – powiedział mały.
– Wiadoma sprawa! – odpowiedział większy i ruszyli dalej leśną ścieżką. Jak zapewne się domyślacie, ja ruszyłem za nimi.
– Jestem ciekawy, co w tym roku przyniesie mi w w...