Mieszkańcy Kotkowa z niepokojem wyglądali przez okna, słysząc od strony zamku groźne pomruki. Myśleli, że zbliża się burza. Jednak to srożył się ich władca – znany z szalonych pomysłów król Wolatyks.
– Nie umiecie rządzić! – grzmiał na ministrów, którzy w dostojnych szatach kulili się pod ścianą. – Marnujecie pieniądze! Wprowadzacie głupie prawa, które później odkręcacie kolejnymi, jeszcze głupszymi! Rozwiązujecie jeden problem, a tworzycie dwa następne. Nic się nie zmienia na lepsze! Dzieci umiałyby sprawniej rządzić!
– Ależ najjaśniejszy panie – zaprotestował stary minister sprawiedliwości. – Może zdarzają się błędy. Ale dzieci? Lepiej? Z całą pewnością nie!
– Nie? – wykrzyknął zapalczywy król Wolatyks.
– Zobaczymy! Od jutra powierzę rząd dzieciom z mojego królestwa.
I pojechał do Kotkowa. Kazał chętnym dzieciom zebrać się na głównym placu, z każdym chwilę porozmawiał i wkrótce dziecięcy rząd znalazł się w pałacu.
– Co chcecie zrobić? – zapytał Mikołaj.
– Chyba wszystkim biednym ludziom rozdam pieniądze – odparła poważnie Gaja.
– Lepiej zabawki rozdać wszystkim dzieciom za darmo! – krzyknął najmłodszy Alek.
– Zasadzę wszędzie dużo drzew! – rozmarzyła się Róża.
– A ja zabronię dorosłym krzyczeć na dzieci – wypaliła Weronika – bo takich znam. I nauczycieli, i rodziców. Na przykład…...