Kiedy Franek przyszedł do mnie po obozie, wiedziałem, że wrócimy do tamtej rozmowy.
– To dla ciebie. – Franek wręczył mi poduszkę-słonika.
– Jest prawie taki sam.
I dodał z lekkim wyrzutem.
– Nie rozumiem, dlaczego po prostu nie powiedziałeś!
– Jakoś nie mogłem – wyjąkałem.
– Nie mogłeś? Przecież mogłeś powiedzieć: nie.
To chyba łatwo powiedzieć.
Łatwo powiedzieć? Łatwo powiedzieć!
Ale wyjaśnię wam wszystko od początku. Nic
by się nie zdarzyło, gdyby nie mój wujek, tata Franka.
– Może Antek pojedzie z Franiem na obóz? Są jeszcze miejsca.
– Antoś ma siedem lat, jest za mały – zaprotestowała mama.
Ale Franek, dwa lata starszy, zaczął przekonywać moich rodziców.
– Ciociu, ja w jego wieku już byłem. Wujku, obóz jest super! Będę z nim w domku! Prosimy! Antek bardzo chce!
I spojrzał na mnie. Wcale nie wiedziałem, czy chcę jechać na obóz. Kiedy jednak zobaczyłem, że Franek, ten fajny, starszy kuzyn prosi, poczułem nagle, jakbym i ja tego chciał.
– Mamo, tato, prosimy!
I stało się coś dziwnego, bo tata powiedział:
– W zasadzie, czemu nie? Z Frankiem nie będzie sam.
Co dziwniejsze, mama, zawsze taka ostrożna, przytaknęła!
– Lepszy obóz, niż żeby miał się nudzić w mieście.
I nagle stałem w tłumie dzieci przed a...