Dołącz do czytelników
Brak wyników

Strefa rodzica

16 czerwca 2020

Bezkarne dzieciństwo. Jak wychować dziecko bez kar?

0 141

Karane dziecko czuje się niezrozumiane, zaczyna wierzyć, że silniejszy wygrywa i uczy się kombinować, jak zrobić to, na czym mu zależy i jednocześnie uniknąć kary. Czy tego chcemy jako rodzice? Czy można inaczej?

Choć stosunek do karania dzieci zmienił się w ciągu ostatnich kilkunastu lat, to nadal większość rodziców (61%) uważa, że w pewnych sytuacjach trzeba dziecku dać klapsa, a co czwarty zgadza się z opinią, że „lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło”. Wiele ojców i matek wręcz nie wyobraża sobie wychowania dzieci bez kar. Sądzą, że kary dają im poczucie bezpieczeństwa, bez nich zaś dzieci poczują się zagubione. Nie nauczą się, co jest dobre, a co złe. Staną się ofiarami bezstresowego wychowania. 
To mity, które – często bez refleksji – powtarzamy za swoimi rodzicami czy dziadkami, a także innymi autorytetami.

POLECAMY

Jak stawiać zdrowe granice w wychowaniu?

W jaki inny sposób, jeśli nie za pomocą kary, nauczyć dziecko, jakie zachowania są przez nas akceptowane i pożądane, a jakich sobie nie życzymy? Jak nauczyć je przestrzegania granic?
 

Postawy dorosłych wobec stosowanych form karania dziecka

Z najnowszych badań CBOS przeprowadzonych w kwietniu 2019 r. wynika, że coraz większy odsetek Polaków przestaje aprobować fizyczne karanie dzieci. 61% badanych uważa, że nie powinno się stosować wobec dzieci kar cielesnych. Polacy sprzeciwiają się wymierzaniu lania (70% badanych) i dawaniu klapsów (37%).  
Jednakże nadal 34% dorosłych uważa, że „lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło”, a 61% uznaje, że są sytuacje, w których klaps jest niezbędny. 


Najczęściej, kiedy mówimy o wyznaczaniu dzieciom granic, mamy na myśli zasady i normy, czyli to, co się powinno, czego nie wolno, co należy. Sądzimy, że jeśli nie wyznaczymy reguł postępowania, dziecko nie będzie się czuło bezpiecznie. Warto jednak wiedzieć, że poczucie bezpieczeństwa dziecko zyskuje dzięki emocjonalnej dostępności rodziców. Czuje się komfortowo i bezpiecznie, jeśli je zauważamy, odpowiadamy na jego potrzeby, widzimy jego emocje, spędzamy z nim czas. Kiedy jesteśmy obok niego zarówno wtedy, gdy odnosi sukces, jak i wtedy, gdy doświadcza porażki. 
W psychologii pojęcie granic nie oznacza zasad, lecz odnosi się do kilku ważnych obszarów, między innymi fizycznego, emocjonalnego, materialnego, intelektualnego czy seksualnego. Granice fizyczne dotyczą ciała i przestrzeni, na jaką dopuszczamy w kontakcie innych ludzi. Granice emocjonalne obejmują nasze uczucia i emocje. Granice materialne chronią posiadane przez nas rzeczy, seksualne – cały obszar naszej seksualności, zaś intelektualne stoją na straży naszych pomysłów i opinii. Każdy z nas inaczej ustala swoje granice. Co więcej, mogą się one zmieniać w zależności od tego, gdzie i z kim jesteśmy, a także jak sami się czujemy. Moje granice też nie są sztywne – zmieniają się zależnie od tego, czy jestem zdrowa czy też coś mi dolega, zmęczona czy wypoczęta, zestresowana czy zrelaksowana itp. Dziś nie przeszkadza mi na przykład, że moje dzieci biegają po domu, bawiąc się w Indian i krzycząc tak, że sąsiedzi przypuszczalnie się zastanawiają, czy na pewno mam tylko dwoje dzieci. Ale kiedy boli mnie głowa, ta sama zabawa będzie dla mnie trudna do zniesienia, a krzyki dzieci przekroczą moje granice. 
Co wtedy zrobić? Jak zareagować? Łatwiej komuś zmienić swoje zachowanie, jeśli usłyszy, jaki ma ono wpływ na inną osobę. Zamiast oświadczać dziecku: „nie wolno krzyczeć” – lepiej je poinformować: „boli mnie głowa, a gdy krzyczysz, gorzej się czuję”. Małe dzieci zwykle chcą współpracować z rodzicami, zależy im na ich akceptacji i aprobacie. Jeśli zaś moje dzieci nadal hałasują, bawiąc się w Indian, to nie dlatego, że chcą mi zrobić na złość, lecz po prostu zapomniały się w zabawie. 
Warto zatem nauczyć dziecko nie tyle zasad postępowania, ile umiejętności rozpoznawania granic innych. Powinno wiedzieć, kiedy narusza przestrzeń innych, ich emocje, rzeczy. W jakich sytuacjach pewne jego zachowania są w porządku, a w jakich już nie. Nauczmy dziecko, co zrobić, by granice obu stron w relacji były szanowane, a także jak powinno zadbać o swoje granice. 
Wiemy, że dzieci uczą się przez trening i doświadczenie, a najlepiej jeśli dodamy do tego własny przykład. Jeśli my szanujemy granice dzieci i empatycznie odpowiadamy na ich potrzeby, to rosną szanse, że one też będą szanować nasze granice. Trudno natomiast sobie wyobrazić, że dziecko, którego granice – emocjonalne czy fizyczne – są ciągle przekraczane, będzie respektowało granice innych.

Kiedy wygrywa silniejszy

Wróćmy do przykładu, gdy boli mnie głowa, a dzieci nadal radośnie bawią się w Indian. Załóżmy, że opisałam im już dokładnie, co w efekcie czuję i co mi się nie podoba, a one nadal jednak głośno krzyczą. Warto zaproponować im jakąś alternatywę, czyli co innego mogą robić, zamiast tego, co mi przeszkadza. Jeśli sytuacja się nie zmienia i mimo naszych próśb dziecko powtarza niepożądane zachowanie, może to znaczyć, że w tym momencie nie umie się powstrzymać, bo ma jakąś ważną potrzebę i nie potrafi jej inaczej zaspokoić. Warto wtedy spojrzeć z boku i zastanowić się, o co chodzi mojemu dziecku, czego ono potrzebuje? A także zaproponować mu, jak może poradzić sobie z tą sytuacją. 
Co się stanie, jeśli rodzic zamiast spróbować zrozumieć potrzeby dziecka, zdecyduje się wymierzyć mu karę? Jak przyjmie to dziecko? Zapewne poczuje się niezrozumiane. Zacznie wierzyć, że silniejszy wygrywa, a empatia nie ma znaczenia. Karane często dziecko uczy się kombinować, jak zrobić to, na czym mu zależy i jednocześnie uniknąć kary. 
Zdarza się też, że rodzice nie zwracają uwagi na dziecko, nawet gdy zachowuje się w nieakceptowany sposób. Wtedy zaczyna ono celowo działać w sposób niepożądany i nieświadomie wybiera „złe” zachowanie, by zyskać ich uwagę. Jeśli dodatkowo często słyszy, że jest niegrzeczne i złe, samo zaczyna w to wierzyć i wpisuje się w przypisaną mu przez dorosłych rolę. Trudno mu będzie wtedy zmienić swoje zachowanie.
Karanie sprawia, iż dziecko czuje się kochane warunkowo, czyli tylko wtedy, gdy dobrze się zachowuje. Jeśli kary się powtarzają, coraz częściej ma poczucie, że jest niekochane; spada mu poczucie własnej wartości i samoocena. Nawet jeśli wydaje się, że nic sobie z kar nie robi, to tak naprawdę czuje się coraz gorsze, bezsilne, przepełnia je wstyd i poczucie winy. Jeśli w relacjach z dzieckiem rodzice głównie karcą je i upominają, wzmaga to w nim napięcie i coraz trudniej mu opanować emocje. W efekcie częściej zachowuje się ono w sposób nieakceptowany przez rodziców. 
Kara nie uczy dziecka, co jest dobre, a co złe, gdyż jej otrzymywanie jest na tyle stresujące, że zapomina ono zwykle, dlaczego i za co zostało ukarane. Skupia się na swoim poczuciu niezrozumienia, niesprawiedliwości. Może nawet obmyślać zemstę na kimś, kto sprawił, że dostało karę. Biada wtedy rodzeństwu, które naskarżyło na siostrę czy brata. 
 

Jak nauczyć dziecko dbać o swoje granice?

  • Pozwól dziecku decydować o swoim ciele, naucz je dbać o granice fizyczne, na przykład jeśli masz ochotę na przytulenie dziecka czy całusa – zapytaj, czy ma na to ochotę. Nie zmuszaj go do całowania dawno niewidzianej cioci czy wujka, jeśli nie ma na to ochoty. Zaufaj, że czuje, kiedy jest syte i nie każ mu zjadać wszystkiego z talerza. 
  • Uznaj prawo dziecka do przeżywanych przez niego emocji. Naucz je dbać o własne granice emocjonalne. Powstrzymaj się od stwierdzeń „nie płacz”, „nie złość się”, „nie wstydź się”. Jeśli będziesz negować emocje i odczucia dziecka, nie nauczy się ich rozpoznawać u siebie i będzie bardziej narażone na to, by inni przekraczali jego granice emocjonalne.
  • Daj dziecku prawo do decydowania o swoich zabawkach. Jeśli pozwolisz, by nie zawsze się nimi dzieliło z innymi, będzie to paradoksalnie skutkować większą jego chęcią do pożyczania swoich rzeczy.
  • Pokaż dziecku, że rozumiesz jego potrzeby. Naucz je odróżniać potrzeby od zachcianek. Kiedy dziecko będzie wiedziało, co jest dla niego naprawdę ważne, będzie potrafiło oddzielić swoje pragnienia od cudzych oczekiwań.
  • Mów dziecku, które części ciała można pokazywać innym, a które są intymne. Odpowiadaj mu – adekwatnie do jego wieku – na pytania dotyczące zbliżeń intymnych. Podkreślaj, że nie można pozwalać, by inni ludzie oglądali pewne części jego ciała czy dotykali je. Pokazuj to w praktyce – nie każde dziecko lubi być przytulane czy całowane. Uszanuj jego wybór.


Rodzic jako policjant 

Kara wpływa też na relacje w rodzinie. Rodzic, który nakłada na dziecko karę, robi to z pozycji siły, bo ma nad nim przewagę. Karanie uczy więc, że to silniejszy ma rację. W trudnej dla dziecka sytuacji opiekun zamiast próbować je zrozumieć, świadomie decyduje się, by sprawić mu przykrość. W efekcie nakręca się spirala nieprzyjemnych emocji. Rodzic wstawia się wtedy w rolę policjanta, który nadzoruje i wypatruje złych zachowań dziecka. Ono zaś, chcąc nie chcąc, staje się złodziejem, który stara się uniknąć kary. Trudno sobie wyobrazić, że w chwili trudności przyjdzie do rodzica po wsparcie. Nie poinformuje go o swych kłopotach, nie poprosi o pomoc. 
Kara oddziałuje również na rodzica. Zwykle sięga on po karę, bo czuje się bezradny i bezsilny, wyczerpany. Nie wie, co jeszcze mógłby zrobić. Jeśli w takim stanie wymierzy dziecku karę, najprawdopodobniej poczuje się jeszcze gorzej. Będzie miał wyrzuty sumienia i poczucie braku kompetencji wychowawczych. 

Liczy się intencja, czyli kiedy karzemy, a kiedy pokazujemy konsekwencje 

Niektórzy rodzice utrzymują, że nie stosują kar, tylko pokazują konsekwencje. Sądzą, że jeśli poinformują dziecko z wyprzedzeniem, że na przykład nie dostanie ciastka, jeśli nie zje obiadu, to pozbawienie go deseru nie jest wtedy karą, lecz konsekwencją zachowania dziecka. Warto jednak odróżnić naturalne konsekwencje od tych nadanych przez rodzica, który korzysta z przywileju siły. Naturalne konsekwencje wynikają na przykład z praw fizyki (np. jeśli dotknę gorącego piekarnika, to się oparzę). Konsekwencje nadane przez rodzica, choć zapowiedziane wcześniej, nie różnią się od kary. Bolą tak samo jak kara i wywołują te same skutki. 
Tym, co odróżnia karę i konsekwencje nadane przez rodziców od tych naturalnych, jest intencja. Jeśli moje dziecko rysuje kredkami po ścianie, a ja mu je zabiorę, by chronić ścianę, nie jest to karą, gdyż nie robię tego, by sprawić mu przykrość. Chyba że chcę, żeby popamiętało sytuację i zabiorę mu kredki na stałe – wtedy będzie to kara. 
Ważne, by poinformować dziecko o naturalnych konsekwencjach, czyli uprzedzić je, co się może zdarzyć, jeśli na przykład będzie chciało samo smażyć naleśniki – że powinno uważać wtedy na gorącą patelnię, by się nie oparzyć. Nieraz wystarczy, że dzieci usłyszą o naturalnych konsekwencjach, a czasem potrzebują ich doświadczyć. Nic dziwnego, uczą się efektywniej przez doświadczanie niż przez słuchanie. 

Gdy złość jest wielkości dyni

Jak w takim razie przekazać dziecku, które zachowania nam się nie podobają?
Dziecko często ma tego świadomość, wnioskuje bowiem po naszej minie, po wzburzeniu, zmienionym tonie głosu. Moje dzieci wiedzą, że gdy mówię, iż moja złość rośnie i jest już wielkości dyni, to znaczy, że już naprawdę czas, by na przykład wyjść z wanny. Bywa, że syn czy córka doświadczają naturalnych konsekwencji swego zachowania. Jeśli na przykład kilka razy proszę o pójście do wanny, potem o wyjście z niej, to tym samym kładzenie się spać przedłuża się i jestem już zbyt zmęczona na wieczorne czytanie książki. Moją intencją jednak nie jest zrobienie dzieciom przykrości, tylko ochrona siebie, a pośrednio także ich. Zmęczona mama to mniej cierpliwa mama...
Aby pokazać zaś, jakie zachowania akceptujemy, wystarczy... samemu je prezentować. Spędzanie czasu z dzieckiem, rozmowa, zabawa, odpowiadanie na jego pytania – wszystko to sprawi, że dziecko będzie się uczyło społecznie pożądanych zachowań. Pamiętajmy jednak, że nauka to proces, trudno więc wymagać natychmiastowych rezultatów. 
 

Rozpasane, radosne dzieci

Mam dwóch synów – pięcioletniego Krzysia i trzyletniego Aleksa. Obaj są bardzo energicznymi, żywiołowymi chłopcami. Bardzo się kochają, lubią się ze sobą bawić i – jak to chłopcy – walczyć, ale tak w zabawie. Mnie to nie przeszkadza. Lubię ich żywiołowość i hałas, który robią w całym domu. Nie umiem im odmówić i nie zgodzić na ich zabawy. Długo starałam się o dziecko i zanim urodził się Krzyś, poroniłam dwa razy. Obiecałam sobie, że gdy uda mi się donosić ciążę, będę o dzieci dbać i nieba im uchylę. Mój mąż czasem zwraca mi uwagę, że chłopcy stają się zbyt rozbrykani i powinnam ich trochę zdyscyplinować, ale ostatecznie macha ręką, bo to ja głównie spędzam z nimi czas. Nie pracuję, zajmuję się domem i dziećmi. Mąż wraca późno i tylko w weekendy ma trochę czasu dla mnie i dla chłopców. Ostatnio wkurzyły mnie babcie chłopców – moja mama i teściowa. Poprosiłam je, by zajęły się synami w weekend, bo chcieliśmy z mężem wyjechać w góry, by uczcić rocznicę ślubu. Kiedy wróciliśmy, wysłuchałam litanii żalów i pouczeń, że mam „rozpasane” dzieci i źle je wychowuję, bo w ogóle nie chcieli się słuchać babć. Opinię teściowej jakoś bym przeżyła, ale zdenerwowały mnie pretensje mojej mamy. Sama jakoś niespecjalnie się przykładała do ustawiania mnie i mojej siostry, gdy byłyśmy małe. A teraz czepia się mnie jako matki. 
Nie wiem, co z tym wszystkim zrobić...
Katarzyna

Pani Katarzyno,
z Pani opisu wynika, że Krzyś i Aleks zachowują się jak dzieci – mają sporo energii i chcą się bawić. To całkiem naturalne – dzieci w tym wieku potrzebują dużo ruchu. Często dorośli o tym zapominają i chcieliby, aby ich pociechy były „grzeczne” – słuchały wszystkich poleceń, były spokojne i ciche. Chłopcy mają dużo szczęścia, że ich mama pamięta, iż dzieci do prawidłowego rozwoju potrzebują rozładować energię J Pisze Pani, że babcie się żaliły, że synowie nie chcieli ich słuchać. Osoby nieprzyzwyczajone do opieki nad maluchami mogą mieć trudność w przypomnieniu sobie, ile energii i pomysłów mają dzieci w tym wieku. Pani przebywa z nimi na co dzień i zna ich najdłużej. Dzięki temu macie wypracowaną rutynę i swoje sposoby na spędzanie czasu. Osoby z zewnątrz, choćby najukochańsze babcie, muszą same dochodzić do pewnych rzeczy – na przykład kiedy dziecko już potrzebuje spać albo na jakie potrawy nie jest jeszcze gotowe. To wymaga uważności, wyrozumiałości i może wyczerpywać. Warto pamiętać, że opieka nad małymi dziećmi wymaga również fizycznej energii i może być po prostu męcząca dla babć. Jeśli był to Pani pierwszy wyjazd bez dzieci, najprawdopodobniej chłopcom również było trudno. Być może tęsknili i było im smutno, a z napięciem radzili sobie przez większe niż zwykle harce i zabawy. 
Czytając Pani list, mam wrażenie, że czuje się Pani oceniana jako matka przez mamę i teściową. Ma Pani prawo wychować dzieci według własnych wartości, innymi metodami niż Pani mama czy teściowa. Może warto nauczyć się paru asertywnych technik, które pomogą w dyskusji z mamą czy teściową pozostać przy własnym zdaniu i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia? Na przykład: „Mam inne zdanie na ten temat… Myślę o tym inaczej…”. Być może pozwoli to Pani usłyszeć zdanie, jakie wygłasza mama jako opinię, z którą można się zgodzić lub nie. 

 

Przypisy